…w życiu raz jest trudniej, a raz gorzej ;)

Uczucia na języku 6 grudzień 2009

Zaszufladkowany do: Prawdy życiowe i inne cytaty ;) — orszula @ 18:54
Tags:

„Hermiona spojrzała na nich z politowaniem.

– Czy wy nie rozumiecie, jak Cho się teraz czuje?

– Nie – odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ron. Hermiona westchnęła i odłożyła pióro.

– No więc, oczywiście, czuje się bardzo przygnębiona z powodu śmierci Cedrika. Po drugie, czuje się zakłopotana, bo lubiła Cedrika, a teraz lubi Harry’ego, i nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo bardziej. Po trzecie, czuje się winna, bo uważa, że całowanie się z Harrym jest obrazą pamięci Cedrika, a poza tym martwi ją, co powiedzą inni, jak zobaczą, że zaczyna chodzić z Harrym. No i prawdopodobnie jeszcze nie potrafi ocenić, co właściwie czuje do Harry’ego, bo Harry był z Cedrikiem, kiedy Cedrik zginął, więc to wszystko jest splątane i bolesne. Och… I jeszcze się boi, że ją wyrzucą z drużyny Krukonów, bo ostatnio fatalnie lata na miotle. Po tym przemówieniu zapadło głuche milczenie, po czym Ron zauważył:

– Jedna osoba nie może czuć tego wszystkiego naraz, boby eksplodowała.

– To, że twoja wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty, nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni – powiedziała złośliwie Hermiona i znowu chwyciła za pióro.”

 

Świat Kanapek: kanapka meksykańska 1 grudzień 2009

Zaszufladkowany do: Koszalin — orszula @ 16:21
Tags: ,

Siedząc któregoś dnia w pracy, w porze przerwy śniadaniowej poczułam niesamowity zapach. Problemów z lokalizacją tego zapachu nie miałam – biurko obok. Kolega pałaszował kanapkę. Na zaczepne pytanie “Żona zrobiła ci śniadanie do pracy?” odpowiedział, że nie, kanapkę kupił za rogiem. Tak zaczęła się moja przygoda ze “Światem Kanapek”.

“Świat Kanapek” jest malutki zakątkiem przepysznego jedzenia. Zakątek znajduje się w centrum miasta, rzut beretem od katedry w pasażu “Millenium”. Sama kanapkownia zajmuje malutką powierzchnię. Nie ma tam ani krzeseł, ani stolików więc usiąść nie można, w kolejce zmieszczą się maksymalnie cztery osoby. Całość jest prowadzona przez sympatyczną panią. W ofercie są różne kanapki (ja nazywam je tematycznymi). Ich listę można zobaczyć pod adresem kanapki.10k.pl (strona szału nie robi, ale zawiera to co w tej chwili mnie  interesuje). Część dodatków, np. rodzaj bułki, można sobie wybrać.

Z racji tego, że zdarza mi się nie mieć możliwość dotarcia do domu w okolicach 16, postanowiłam, że tam zapełnię swój mały żołądek.

Kanapka meksykańska.

Pieczywo (ciemne), masło (czosnkowe), mięso pieczone, fasola konserwowa, sos (czosnkowy), cebulka (nieprażona). Całość podgrzana w piecyku.

Całość zapakowana w torebkę, więc mogłam jeść idąc. Zanim zabrałam się do konsumpcji skoczyłam po kawę i piękny zapach bardzo drażnił mój nos (gdybym była nerwowym człowiekiem krzyczałabym, żeby się obsługa pospieszyła z tą kawą :D ).

Nie lubię fasoli. Zwykle omijam ją z daleka, ale tym razem się skusiłam. Bułka ciemna w kształcie serca chrupała z każdym ugryzieniem. Sos sprawiał, że całość nie była sucha. Mięso to był chyba kurczak. Byłam najedzona i nie chorowałam (zwykle źle się czuję gdy zjem coś na mieście).

Właścicielka wpadła na świetny pomysł. Za 3.00 – 3,50 zł można zjeść naprawdę coś dobrego. To dla tych co nie zdążą śniadania zjeść ani zrobić sobie do pracy/szkoły.

 

z pamiętnika studentki #2 27 listopad 2009

Zaszufladkowany do: Pamiętniki — orszula @ 10:28
Tags: , , , ,

Słowo wstępu

Zawsze chciałam mieć starszego brata. Rodzice się nie postarali ;)
Posiadanie starszego brata zawsze wiązało się dla mnie z tym, że on posiada dużo kolegów. W amerykańskich serialach dziewczyny posiadały starszych braci – zawsze były pod ich opieką, itd. Mój brat zawsze był pod moja – jest młodszy.

Okazuje się, że młodszy brat nie jest zły. W swojej grupie studenckiej posiada dużo kolegów w moim wieku (między nami jest rok różnicy) i niektórych miałam okazję ostatnio poznać. Nawet jeden wpadł mi w oko, a raczej w ucho bo przepiękny tembr głosu ma. Koniec wpisu typu “rozanielona nastolatka”.

Scenka rodzajowa

Witam się ze wszystkimi przez podanie ręki.
Ja: Ze mną się nie przywitasz?
On: W rękę bym cię pocałował, ale twój brat tutaj jest.
Brat: Nawet mi się nie waż.

Jako, że rozwoziłam chłopaków do domów po imprezie. On stwierdził, że jeszcze zostanie, ale
On: Daj mi swój numer, to następnym razem do ciebie zadzwonie i może mogłabyś mnie do domu podrzucić.
Brat: Upominam cię.

Młodszy brat… :]

 

Saga “Zmierzch”: Księżyc w nowiu 22 listopad 2009

Zaszufladkowany do: Ogólne — orszula @ 16:50
Tags: , , , , , ,

Proszę Państwa, byłam! Widziałam! Zaznaczę również, że czytałam.

Miałam szczęście dostać bilety na premierę. Pomimo tego, że seans był w piątek już we wtorek zostały same słabe miejsca – z braku laku siedzieliśmy w rzędzie trzecim. Po przyjściu do kina w oczy rzucało się to, że średnia wieku oscylowała w okolicach 15 roku życia, a co za tym idzie sporo ponad tą średnią byliśmy.

Wg mnie film prezentuje się przyzwoicie.  Ckliwa historia miłości śmiertelniczki i wampira, do której wpadł również wilkołak.  Bladoskórego Edwarda zdecydowanie było mało (historii zdradzać nie będę), ale za to dużo było tego drugiego. Jacob grzeszył wyglądem i muskulaturą. Jego śnieżnobiałe zęby przykuwały moją uwagę. Podejrzewam, że po tym filmie dziewczyny chore na cullenizm zmienią wyznanie na jacobizm ;) Bella jak to Bella.

Bella jest beznadziejna jeśli chodzi o samą postać. Tak pokręconą, niezdecydowaną, miotająca się między jednym facetem a drugim, dawno nie widziałam na ekranie. To typ dziewczyny, która w zasadzie nie bardzo wie, kogo wybrać. Z jednej strony zraniona przez ukochanego, który ją porzuca, z drugiej strony znajduje pocieszenie u indiańskiego przyjaciela (przy czym ten raczej nie jest nastawiony na pozostanie w relacji przyjacielskiej). Gdybym była facetem mogłabym świecie być przekonana, że ona na mnie leci. To się przytuli, to popatrzy głęboko w oczy, to pocałuje w policzek, to stanie tak blisko, że narusza strefę intymną, to układa usta i głowę przechyla jakby miała zaraz pocałować namiętnie.  Ona robi Jacobowi nadzieję.

Jacob… widać, że zakochany, ale sam do końca też nie bardzo wie czego chce, chociaż na pewno więcej niż ona.

Edward. On i Bella idealnie pasują do siebie. Obydwoje są tak irracjonalni w swoich zachowaniach, obrzydliwie sobie słodzą. Do tego on się niezdrowo podnieca całując, a w zasadzie muskając, ją w usta. Wydaje się to dziwne. Pattison sam w sobie nie jest urodziwy, ale najwyraźniej ma to coś, co powoduje szał u dziewcząt. Mi się wydaje, że chodzi o tą jego szczękę (wskazuje na dużą ilość testosteronu ;) )

A przyjemność oglądania? Była. Momentami łapałam się na tym, że oglądam film w wyszczerzonymi zębami. Pierwsze pojawienie się  bohatera w filmie wywoływała ogólną wesołość na sali.

Historia ciekawa, momentami słodka, aż się chciało wymiotować.  I niech przeciwnicy mnie zjedzą, powiedzą, że beznadziejny film, ale dobrze się go oglądało. Fajerwerków nie było, ale film ma w sobie to magiczne coś, co powoduje, że jeszcze raz chętnie wybrałabym się na to do kina.

 

A najbardziej z całej gry aktorskiej to podobała mi się postać Jaspera. Pięknie się uśmiechnął, gdy Alice wręczała Belli prezent.

 

Die Happy – Rebel in You * 15 listopad 2009

Zaszufladkowany do: Ogólne — orszula @ 15:08
Tags: , ,

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką tego albumu (“Most Wanted”). Wielka szkoda, że nieźle musiałam się natrudzić by ściągnąć go do Polski. Tym jednak sposobem płyta smakuje jeszcze lepiej. Na płycie oprócz znanych kawałków, z czego trzy zostały nagrane na nowo, znaleźć można także nowy utwór “Rebel in you”. Kawałek jest u mnie na playliście od jakiegoś czasu, a non stop leci od 3 dni.

(więcej…)

 

z pamiętnika studentki #1 12 listopad 2009

Zaszufladkowany do: Pamiętniki — orszula @ 8:41
Tags: , , , ,

W zasadzie to lubię jesień. Zimę też lubię. Obydwa stwierdzenia wynikają z tego, że i jesienią i zimą najwięcej się w moim życiu dzieje. W tym roku jest podobnie.

Ciąży nade mną widmo pisania pracy dyplomowej. Jeszcze parę tygodni temu byłam pełna entuzjazmu, ale teraz jestem na etapie negowania sensu jej pisania. Jak już odpalę tego Virtualboxa (w końcu lepiej zepsuć guesta niż hosta) i odpalę jedną z aplikacji, którą muszę przeanalizować, to odechciewa mi się. Przypominam też sobie przestrogę kolegi: “Jak już pójdziesz do pracy, to po powrocie do domu nie będzie ci się chciało, a weekend będziesz odpoczywać”. Prawda jak cholera.

Sylwestra za wschodnią granicą szlag trafił. Grypa u nich szaleje (podobno to jest stwierdzenie na wyrost). Nie mogliśmy znaleźć kwaterunku dla 12 osób. Hotele i inne podobne przybytki odpadają. Jedziemy na wiosnę.

Ruszyłam też tyłek. Szkoda tylko, że w Koszalinie nie ma aquaparku. Trzeba się gnieździć po 3-5 osób na jednym torze. Ostatnio byliśmy w sobotę, tak wyjątkowo nie w tygodniu, i okazało się, że ludzi jest mniej. Pojechałabym gdzie indziej, ale studencki budżet nie pozwala na szaleństwa.

W następnym odcinku będzie o pasji śpiewania i chórze ;)

 

“chciałabym stamtąd wyjść pachnąc własnym potem” 11 listopad 2009

Zaszufladkowany do: zrzędzenia starej baby — orszula @ 11:02
Tags: , , , ,

O paleniu papierosów w miejscach publicznych wypowiedziano morze słów. Ostatnio na forum Kreślarni został poruszony temat palenia papierosów. Moje trzy grosze? Każdą częścią mojego ciała podpisuję się pod tym aby obowiązywał zakaz palenia w części tanecznej klubu.

Jestem niepalącą osobą. Zupełnie mi nie przeszkadza to, że ktoś pali – to jest jego wybór pod warunkiem, że nie ja muszę tego wdychać.  Dym w klubach przeszkadza mi bardzo. W czasie zabawy moje oczy robią się czerwone (i weź tu coś poderwij na ładne oczy) i podpuchnięte. Całe ubranie łącznie z bielizną przesiąka smrodem dymu, który się ciągnie za mną przez cały wieczór. Piwo przestaje smakować i szybciej uderza do głowy.

Są też inne powody. Gro ludzi wchodzi na parkiet z papierosem. Nie jest trudno zostać wtedy przypalonym, a jeśli już do czegoś takiego dojdzie to przypalający niż tego sobie nie robi.

Kiedyś mi się wydawało, że poimprezowy ból głowy to efekt spożywania alkoholu . Wczoraj moje “wydawało mi się” zostało zweryfikowane. Pomimo, że nie piłam to ból głowy się pojawił…

… i śmierdziałam.

Podobno w Kreślarni zamontowali klimatyzację…

 

w poszukiwaniu przestrzeni 31 sierpień 2009

Zaszufladkowany do: Koszalin — orszula @ 20:08

Coraz więcej ludzi, nawet w dobie “kryzysu i magicznego zera”, wyprowadza się na obrzeża miasta. Ba, najczęściej za miasto. Niektórzy za miastem są całe życie. Gdy “za miasto” okazuje się być prawie w mieście, nadchodzi taka chwila, że miasto pragnie poszerzyć swoje granice – z różnych pobudek. Najczęściej podaje się, że miasto musi się rozwijać, powiększać swój obszar, bo zaczyna brakować miejsca, a dla mieszkańców miejscowości ościennych oznacza rozwój, bla, bla, bla… Tak by to wyglądało w skrócie i poddane uogólnieniom.

Łabusz i Jamno.

Dwie wioski za Koszalinem, położone w okolicach jeziora i lasów. Miasto postanowiło, że może dobrze by było poszerzyć swoje granice w stronę morza i przy okazji jeziora. Takie położenie daje Miastu możliwości rozwoju, wioskom również, bla bla bla…

Niby historia jak każda, ale i w tym przypadku było ciekawie. Najpierw wójt gminy zabiegał o to by mieszkańcy Łabusza i Jamna przeciwstawili się zapędom Koszalina i nie dali się wcielić. Organizowane były spotkania, głosowania, podpisywanie petycji, a nawet oddawanie krwi. Koszalin jest złem, bla bla bla…

Miało być dobrze…

Decyzją władz wyższych (bodajże MSWiA) Jamno i Łabusz zostaną przyłączone do Koszalina z dniem 1. stycznia 2010 roku. W ciągu kilku dni obydwie wioski straciły kontakt ze światem (a dokładniej ci, którzy korzystali z komunikacji innej niż samochód) . Wójt gminy rozwiązał umowę z przewoźnikiem, który zapewniał mieszkańcom transport.

Przecież w wyborach nie będą na niego głosować…

…może będzie im lepiej :)

*na podstawie wniosków wyciągniętych przy porannym czytaniu gazety.

 

30 sierpień 2009

Zaszufladkowany do: Prawdy życiowe i inne cytaty ;) — orszula @ 18:18

…w życiu raz jest trudniej, a raz gorzej ;)