Proszę Państwa, byłam! Widziałam! Zaznaczę również, że czytałam.
Miałam szczęście dostać bilety na premierę. Pomimo tego, że seans był w piątek już we wtorek zostały same słabe miejsca – z braku laku siedzieliśmy w rzędzie trzecim. Po przyjściu do kina w oczy rzucało się to, że średnia wieku oscylowała w okolicach 15 roku życia, a co za tym idzie sporo ponad tą średnią byliśmy.
Wg mnie film prezentuje się przyzwoicie. Ckliwa historia miłości śmiertelniczki i wampira, do której wpadł również wilkołak. Bladoskórego Edwarda zdecydowanie było mało (historii zdradzać nie będę), ale za to dużo było tego drugiego. Jacob grzeszył wyglądem i muskulaturą. Jego śnieżnobiałe zęby przykuwały moją uwagę. Podejrzewam, że po tym filmie dziewczyny chore na cullenizm zmienią wyznanie na jacobizm ;) Bella jak to Bella.
Bella jest beznadziejna jeśli chodzi o samą postać. Tak pokręconą, niezdecydowaną, miotająca się między jednym facetem a drugim, dawno nie widziałam na ekranie. To typ dziewczyny, która w zasadzie nie bardzo wie, kogo wybrać. Z jednej strony zraniona przez ukochanego, który ją porzuca, z drugiej strony znajduje pocieszenie u indiańskiego przyjaciela (przy czym ten raczej nie jest nastawiony na pozostanie w relacji przyjacielskiej). Gdybym była facetem mogłabym świecie być przekonana, że ona na mnie leci. To się przytuli, to popatrzy głęboko w oczy, to pocałuje w policzek, to stanie tak blisko, że narusza strefę intymną, to układa usta i głowę przechyla jakby miała zaraz pocałować namiętnie. Ona robi Jacobowi nadzieję.
Jacob… widać, że zakochany, ale sam do końca też nie bardzo wie czego chce, chociaż na pewno więcej niż ona.
Edward. On i Bella idealnie pasują do siebie. Obydwoje są tak irracjonalni w swoich zachowaniach, obrzydliwie sobie słodzą. Do tego on się niezdrowo podnieca całując, a w zasadzie muskając, ją w usta. Wydaje się to dziwne. Pattison sam w sobie nie jest urodziwy, ale najwyraźniej ma to coś, co powoduje szał u dziewcząt. Mi się wydaje, że chodzi o tą jego szczękę (wskazuje na dużą ilość testosteronu ;) )
A przyjemność oglądania? Była. Momentami łapałam się na tym, że oglądam film w wyszczerzonymi zębami. Pierwsze pojawienie się bohatera w filmie wywoływała ogólną wesołość na sali.
Historia ciekawa, momentami słodka, aż się chciało wymiotować. I niech przeciwnicy mnie zjedzą, powiedzą, że beznadziejny film, ale dobrze się go oglądało. Fajerwerków nie było, ale film ma w sobie to magiczne coś, co powoduje, że jeszcze raz chętnie wybrałabym się na to do kina.
A najbardziej z całej gry aktorskiej to podobała mi się postać Jaspera. Pięknie się uśmiechnął, gdy Alice wręczała Belli prezent.